i w końcu czas się znalazł żeby choć na parę godzin wyrwać się z tego miasta...I choć kocham je i niesamowicie dobrze się w nim czuję to jednak czasem brakuje mi tu przestrzeni i ludzi, którzy nie biegną wciąż i wciąż tylko po prostu idą...
wyprawa na Turbacz zaliczona na piątkę z plusem. piękne widoki choć często przesłonięte mgłą. ludzie spotkani na szlaku jak zwykle sympatyczni. spodnie do kolan w błocie - stuptuty by się w końcu przydały. no i oczywiście obiad gotowany na palniku
Nowy Targ mnie zdenerwował...niby byłe miasto wojewódzkie a wydostać się z niego nie da...ale to już nieważne...
zdjęć niewiele, bo po drodze bateria nam padła w aparacie...i dopiero w schronisku pod Turbaczem udało się nam odratować
to gdzie teraz?